MIODOŚĆ

Poranna łyżka miodu z ekstraktem propolisu. W każdy poniedziałek i czwartek wizyta w Bażantowo Sport: kilka godzin na korcie tenisowym, po treningu – kawa, chwile wytchnienia, wyciszenie w znakomitym towarzystwie. Pozostałe dni tygodnia to spotkania, wykłady o miodzie i jego leczniczych właściwościach oraz praca w Polskiej Fundacji Apiterapii. Jest też wspaniale spędzony czas w gronie rodziny. Dla profesora Artura Stojko to pełnia życia. I naprawdę trudno uwierzyć, że ma za sobą już osiem dekad. – Można mieć lat 30 i czuć się jak czerstwy chleb, ale można być też w moim wieku i oddychać pełną piersią – mówi.

Rozmawia: Łukasz Respondek
Zdjęcia: Paweł Szałankiewicz

Prof. dr hab. n. farm. Artur Stojko
Farmakolog, od ponad 50 lat bada aktywność farmakologiczną produktów wytwarzanych przez pszczoły – miodu i propolisu. Były prezes Światowej Komisji Apiterapii „Apimondia” w Rzymie. Prezes i szef Rady Naukowej Polskiej Fundacji Apiterapii. Członek krajowych i zagranicznych towarzystw naukowych, wykładowca wielu polskich i zagranicznych uczelni. Można o nim przeczytać m.in. w amerykańskiej encyklopedii „Who is who in the World”.

Łukasz Respondek: Kilkanaście minut obserwowałem pana na korcie, a potem zajrzałem w internecie w metrykę. Coś mi się nie zgadzało. Ale przypomniałem sobie, że niedawno od znajomego pszczelarza usłyszałem, że miód to eliksir młodości. I teraz wszystko zaczyna mi się układać.
Prof. Artur Stojko: Aż tak dobrze mi idzie? Gram w tenisa już od 60 lat. Rozpocząłem uprawianie tej pięknej dziedziny sportu w latach 60. ubiegłego stulecia w sekcji tenisowej Klubu Sportowego Baildon, za czasów Jadwigi Jędrzejowskiej, damy polskiego tenisa. Wówczas to była inna dyscyplina i inne warunki do jej uprawiania.

Miód też był wtedy inny?
Niestety dziś wszędzie panoszy się komercjalizm. Podejście: ilość kosztem jakości i chęć osiągnięcia przede wszystkim sukcesu finansowanego dotyka wielu branż – w tym tej miodowej. Niektórzy dystrybutorzy i handlarze podgrzewają miód przy rozlewaniu do słoików, mieszają go z miodami o charakterze słodzika. To karygodne! Hipokratesowski, leczniczy miód, to ten, który jest w pasiece uczciwego pszczelarza i znajduje się w komórce woskowej plastra. W tej postaci jest nie tylko produktem z nektaru lub spadzi, ale jest wzbogacony enzymami o strukturze białkowej, stymulującej aktywność układu immunologicznego człowieka. Warto zaznaczyć, że temperatury powyżej 50 stopni Celsjusza oraz promieniowanie UV niszczą sferę enzymatyczną miodu, przez co traci on właściwą sobie aktywność farmakologiczną.

Czy miód poprawia również równowagę psychiczną, uspokaja?
Podstawowym materiałem energetycznym dla mózgu jest glukoza. W miodzie ten cukier prosty znajduje się aż w 70 procentach. Poziom glukozy i neurotransmiterów odpowiedzialnych za przewodnictwo nerwowe, stabilizuje prawidłową homeostazę psychiczną, uwarunkowaną równowagą układu sympatycznego i parasympatycznego. Enzymy miodu wyprodukowane przez pszczołę aktywują prawidłową pracę neuronu i niwelują skutki stresu oraz wiele przyczyn chorób cywilizacyjnych. Trzeba jednak pamiętać, że ważny jest sposób spożywania miodu. Miód najlepiej przyjmować na czczo – powoli ssać i połykać. Tak spożywany miód ma ogromne właściwości detoksykacyjne i antybakteryjne. Co więcej – kilogram miodu to tylko 3200 kilokalorii.

Ale czy miód w istocie działa jak eliksir młodości?
Jakąś dekadę temu odkryto białko – beta-amyloid, który odkłada się w neuronie i blokuje działalność tej ważnej komórki nerwowej. Efektem tej blokady jest stosunkowo szybko przebiegająca demencja, równoważna z procesem starzenia. Aktywny, standaryzowany miód oraz ekstrakt propolisu – jak pokazują badania kliniczne – mogą być remedium w przypadkach łagodnego otępienia, które wywołuje zaburzenia pamięci, zdolności intelektualnych i zachowania. W tym sensie miód na pewno jest eliksirem młodości. Jednak, w moim odczuciu, samo jedzenie miodu nie wystarczy. Już w średnim wieku człowiek, który chce jak najdłużej utrzymać swój dobry stan psychomotoryczny, powinien być aktywny fizycznie. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca 300 minut ćwiczeń tygodniowo.

Co zatem bardziej może wpłynąć na poprawę naszego zdrowia – dieta czy właśnie ruch i regularne ćwiczenia? Jak to jest w pana przypadku? Dobrą formę zawdzięcza pan czterem godzinom na korcie, czy łyżce miodu każdego poranka?
Bezwzględnie obie te rzeczy się równoważą. Miód i propolis traktuję jako leki, które budują moje zdrowie. Kilka godzin spędzonych na korcie daje mi natomiast komfort psychiczny i fizyczny. Na to składa się nie tylko miejsce, ale też panująca w nim atmosfera. Dbam o wagę, o sposób odżywiania. W organizmie, jak w handlu musi być odpowiednia podaż i popyt. Medycyna zna przypadki 70-letnich młodzieniaszków, ale też 30-letnich starców. Wcześniejsza praca nad sobą, aktywność fizyczna i zadowolenie z życia, potrafią nas uchronić przed chorobą. Dlatego warto jak najdłużej tę aktywność, również zawodową, podtrzymywać. Ja jestem na pewno uzależniony od wysiłku fizycznego. Przedkładam go nad wszystkie inne zajęcia. Słucham własnego organizmu, on najlepiej wie, czego potrzebuje.

Ludzie przecież całe życie czekają na emeryturę. Całe życie na nią pracują. A tu się okazuje, że wcale nie jest oczywiste, że będą na niej zdrowi.
Właśnie wówczas należy dbać o własne zdrowie, być gotowym do wysiłku umysłowego, utrzymywać w sprawności swój narząd ruchu. Nie można myśleć w ten sposób: idę na emeryturę i mam spokój. Dlaczego górnicy nie dożywają starości? Bo po ogromnym wysiłku ich organizm wpada w stagnację. Zaczyna się od narządu ruchu, a kończy się na układzie nerwowym i naczyniowym. Aktywność jest niezbędna. Kondycja fizyczna predysponuje do wysiłku umysłowego. Jednak niesamowitą rolę odgrywa miejsce, gdzie się ją realizuje. Ważne, aby nie tylko można było w nim na przykład poćwiczyć na siłowni, ale też odpowiednio się zregenerować. Uruchomić się, ale potem dojść do siebie.

I Bażantowo Sport to dobry wybór?
Trenujemy tutaj już od ponad pięciu lat, czyli praktycznie od powstania obiektu. Wcześniej cały zespół grywał na Baildonie. Nasze spotkania nie mają charakteru dorywczego – grywamy w każdy poniedziałek i czwartek. Na początku uruchamia się stawy i mięśnie. Potem gramy twarde mecze do potu i łez. Wszyscy mają powyżej 70 lat, choć ja akurat nazywam ich juniorami. Potem bierzemy kąpiel, przebieramy się i następuje ten moment wyciszenia – kolejne pół godziny spędzamy na towarzyskich rozmowach, bez stresujących tematów. Po trzech, czterech godzinach wychodzimy z ośrodka i jesteśmy przygotowani do życia, do obowiązków zawodowych. Gramy cały rok. Nie musimy się martwić o pogodę, o wodę w prysznicach. Spotykamy uśmiechniętych i życzliwych ludzi. To również bardzo podnosi komfort gry. W moim odczuciu to jest idealna recepta na życie.

Całe osiedle zostało pomyślane w ten sposób, aby również osoby starsze mogły realizować tu swoje potrzeby pozasportowe. Jest oczywiście hala, ale mamy tu również mieszkania z serwisem w Enklawie Kryształowej oraz dom spokojnej starości Senior Residence.
Budowanie zdrowia musi odbywać się dziś na kilku płaszczyznach: aktywności intelektualnej, kontaktach międzyludzkich i cyklicznej aktywności fizycznej w takich ośrodkach jak ten w Bażantowie. Z pełną odpowiedzialnością można powiedzieć, że tutaj budowanie zdrowia odbywa się na europejskim poziomie. Panuje tu świetna atmosfera i m.in. dzięki temu warunki do gry są najlepsze w Katowicach. Mówi się zresztą o tym, że Bażantowo stało się takim kulturowym i sportowym high life Katowic.