Churchill: światowa stolica niedźwiedzi polarnych

Kiedy nad Zatokę Hudsona nadciąga zima, pierwsze zamarzają słodkie wody rzeki Churchill, tworząc swoisty pomost prowadzący wgłąb Oceanu Arktycznego. To pomost do fok, który sprawia, że na przełomie października i listopada w sennym miasteczku przy ujściu rzeki, niedźwiedzi polarnych jest więcej niż ludzi

Tekst i zdjęcia: Bartłomiej Wnuk

Churchill – senne kanadyjskie miasteczko w Zatoce Hudsona od cywilizacji skutecznie oddziela tundra. Można tu dotrzeć jedynie samolotem lub pociągiem. Lot jest dla majętnych, ekspres polarny – dla wytrwałych, bo podróż z oddalonego o 1700 km Winnipeg trwa dwie pełne doby. 

Więcej niedźwiedzi niż ludzi

Szczyt turystyczny, w którym za kilkudniowy pobyt w Churchill trzeba zapłacić nawet kilkanaście tysięcy dolarów kanadyjskich przypada tu na przełomie października i listopada, czyli w czasie, w którym nad zatokę nadciąga zima. Pierwsze zamarzają słodkie wody rzeki Churchill, tworząc swoisty pomost prowadzący wgłąb Oceanu Arktycznego. To pomost do fok, na którym wręcz roi się od niedźwiedzi polarnych. O tej porze roku w Churchill i okolicach niedźwiedzi jest więcej niż ludzi.

Zakaz zamykania aut

Niedźwiedzie polarne to największe, najszybsze i najinteligentniejsze spośród „misiów”, a ludzkie mięso jest dla nich jedynie nieco mniej smaczne of foczego. To wystarczający powód, aby miejscowi nie zamykali zaparkowanych samochodów. W razie niebezpieczeństwa auta służą za schronienie przed drapieżnikami tym, którzy wybrali się na pieszy spacer lub zakupy. Podobną ostoją są sklepy i sklepiki z blachy falistej, których funkcję trudno rozpoznać na pierwszy rzut oka. Brak witryn wymusza pogoda i biali, futrzani przybysze.

W sezonie, ale też w sierpniu

Samochodów nie zamyka się w Churchill przez cały rok, bo choć niedźwiedzi najwięcej jest na przełomie października i listopada, to do niechcianego spotkania może dojść przez pełne 12 miesięcy. W sierpniu, poza „summer polar bears” – niedźwiedziami, które z Arktyki powróciły na stały ląd nieco przed czasem, w Churchill można spotkać także tysiące białuch arktycznych. Te najmniejsze z wielorybów także korzystają z dobrodziejstw rzeki Churchill, która karmi je łososiami.

Miejscowe atrakcje

O ile z przyjaznymi waleniami można pływać na paddleboardzie i w kajaku, to niedźwiedzie ogląda się z pokładów tundra buggy – pojazdów przystosowanych do powolnej jazdy po bezdrożach tundry. Ale w Churchill atrakcją jest już samo doświadczenie życia na krańcu świata. Coś, co zwabiło tu na stałe mieszkańców największych kanadyjskich metropolii, którzy zostawili pracę w korporacjach i dołączyli do Inuitów, by odnaleźć nowy sposób na życie w niewielkiej, przysypanej przez większość roku śniegiem, społeczności.