FullSizeRender 2

Z wizytą u mieszkańców Enklawy Kryształowej

Pani Helga Mazurkiewicz oraz państwo Hanna i Andrzej Czubałowie wprowadzili się do swoich mieszkań w Enklawie Kryształowej późną jesienią. U progu wiosny odwiedziliśmy ich, aby zapytać, jak im się mieszka.


Enklawa Kryształowa to kompleks budynków przeznaczonych dla seniorów, którzy chcą się cieszyć niezależnością, a w razie potrzeby mieć dostęp do całodobowego serwisu świadczonego przez wykwalifikowanych pracowników.


 

Helga Mazurkiewicz
Koleżanki mówią: teraz to się dopiero urządziłaś! Rok temu zmarł mój mąż. Zostałam sama w zimnym, ponadstumetrowym mieszkaniu ogrzewanym trzema piecami kaflowymi, których nie mogłam sama obsługiwać (mam 87 lat). Syn, który mieszka zagranicą przyjechał natychmiast do Polski. Razem zastanawialiśmy się, co robić.

Znajomi i przyjaciele radzili: „idź do domu opieki”. Ale ja się do takiego miejsca nie nadaję. Postanowiliśmy więc poszukać odpowiedniego mieszkania. Syn zwiedził wszystkie katowickie osiedla, oglądał mieszkania na sprzedaż i do wynajęcia, ale żadne nie odpowiadało wymaganiom mojego wieku. Do rozwiązania pozostał też problem, że kiedy wróci do siebie, to ja zostanę zupełnie sama, bez pomocy. Ratunek przyszedł od znajomej, która opowiedziała nam o Enklawie Kryształowej.

Syn pognał na rekonesans do Bażantowa, a po powrocie zawołał od progu: „mamo, tam jest idealnie!”. Nazajutrz podpisaliśmy umowę i ustaliliśmy termin, w którym mogę się wprowadzić. Tym samym, 30 listopada jako pierwsza wprowadziłam się do drugiego budynku, który wchodzi w skład Enklawy. Mieszkanie ma 50 mkw., więc nie mogłam zabrać wszystkich mebli, ale dzięki temu, że jest bardzo ustawne i tak wzięłam ich sporo. Każdy, kto mnie odwiedza ocenia je jako funkcjonalne, ciepłe, jasne, bezpieczne i ładnie urządzone. Koleżanki mówią: „dokonałaś dobrego wyboru”. Nie mogę doczekać się ciepłych dni, aby wyjść na spacer, przysiąść na ławeczce i poznać bliżej sąsiadów.

W codziennych sprawunkach pomaga mi pani Lucynka (Lucyna Kołodziej, koordynatorka recepcji i salonu klubowego – przyp. red.), która podwozi mnie na zakupy – do Piotra i Pawła lub Lidla. Ostatnio, kiedy zachorowałam na grypę, mimo mojego niezdecydowania zawiozła mnie do lekarza. I bardzo dobrze, bo dzięki przepisanym lekarstwom szybko wyzdrowiałam. Była tak miła i uczynna, że zmieniła nawet numerację wszystkich skrzynek na listy, bo mój numer był w rogu, do którego nie dosięgałam.

Hanna i Andrzej Czubałowie
Chcieliśmy zamieszkać w Bażantowie, odkąd zaczęto budowę osiedla. Tak tu cicho i spokojnie, że nasze życie wreszcie może się toczyć swoim naturalnym rytmem. I tak codziennie od końca listopada, kiedy przeprowadziliśmy się do Bażantowa. Za nami pierwsze święta w nowym miejscu. Chociaż metraż jak na duet mamy niezły – 50 mkw., to święta spędziliśmy u dzieci.

Daleko nie mieliśmy, bo syn też mieszka na osiedlu. Po świętach był sylwester, którego świętowaliśmy razem z innymi mieszkańcami w salonie klubowym. Taka oddolna, sympatyczna inicjatywa i mile spędzony czas.

FullSizeRender

Przeprowadziliśmy się z Zadola, z ponad 60-metrowego mieszkania na ósmym piętrze, z którego widzieliśmy wszystko, przy dobrej pogodzie – nawet góry. Teraz widok rekompensuje nam miejsce parkingowe. Wcześniej, jak chyba na wszystkich PRL-owskich osiedlach parkowaliśmy gdzie popadnie, a nazajutrz zachodziliśmy w głowę, gdzie tym razem zostawiliśmy samochód. Urok Enklawy Kryształowej to też niezwykle zielona okolica, po której aż miło spacerować. Póki co badamy okoliczne kąty, chodzimy codziennie na zakupy i już wiemy, które produkty są lepsze w jednym sklepie, które w drugim, po które warto pójść do trzeciego.

Zamieszkać w Bażantowie, to było zawsze nasze marzenie. Trudno to wytłumaczyć, ale coś po prostu nas tu ciągnęło. W podjęciu decyzji pomógł nam syn, który chce żebyśmy żyli jak najdłużej blisko niego. Dzisiaj, kiedy odwiedzają nas goście, to chwalą, jak się tu urządziliśmy i dopytują, ile to kosztowało. Zawsze odpowiadamy: drogo, ale nie żałujemy ani jednej wydanej złotówki.