horseshoe bend

W amerykańskiej trasie

2,5 tygodnia w drodze. Codziennie kilkadziesiąt lub kilkaset mil trasy na mapie mojej podróży. Tam, gdzie oczy poniosą. Tak, by poczuć amerykański mit nieograniczonej przestrzeni.

Tekst i zdjęcia: Magdalena Machnik

Podróż rozpoczęłam w magicznym Nowym Jorku. Niemalże w przeddzień największego i najpopularniejszego biegu ulicznego świata. Na starcie nowojorskiego maratonu stanął mój mąż, a ja postanowiłam mu kibicować. Nigdy nie widziałam takich tłumów na trasie. Rzeka biegaczy przekraczała linię mety w Central Parku przez kilka godzin. A do tego prawdziwe show w amerykańskim stylu. Z niedowierzaniem patrzyłam na to, co się dzieje. Bo Nowy Jork ma dwie twarze – miasta, które nie zasypia i miasta, w którym można znaleźć spokój. Jak zwykle uciekłam więc z Manhattanu na publiczny prom pływający na Staten Island. To idealne miejsce, żeby obejrzeć miasto z innej perspektywy.

tn_20161106_143427
Nowy Jork jest najludniejszym miastem Stanów Zjednoczonych. Jednak można tu także odnaleźć spokój, np. podróżując promem na Staten Island

Dolina Śmierci i Wielki Kanion
Podróż za kółkiem rozpoczęłam w Vegas – mieście, które nocą tętni życiem, a kiedy gasną neony – jest zwykłym pustynnym osiedlem. Cel – Dolina Śmierci na Pustyni Mojave. Pustka, upał, brak wody.  Człowiek pokonuje mile pustynnych dróg i zastanawia się co by było, gdyby nagle tu utknął…

Niewiarygodny krajobraz i bezkres Death Valley na zawsze zapadają w pamięć.Nie inaczej Wielki Kanion Kolorado. Ten wpisany na listę UNESCO najbardziej spektakularny przełom rzeki na świecie, co roku przyciąga miliony turystów i staje się tłem miliardów fotografii (także tych z kosmosu!). Dlatego kiedy stanęłam na jego krawędzi, widok wydał mi się dziwnie znajomy… Prawdziwie zaskoczyły mnie małe mniej popularne miejsca na trasie wokół Grand Canyon. Kanion Antylopy i  Bryce Canyon – dopiero tu zaniemówiłam.

tn_antelope
Pełen świetlnych słupów Kanion Antylopy to marzenie każdego fotografa. Tutaj wykonano jedno z najdroższych zdjęć świata – „Phantom” Petera Lika

Amerykański sen i przydrożny motel
Święta ziemia Indian Navajo to miejsce nie z tego świata. Związani od wieków z tą nieprzyjazną ziemią Indianie mieszkają dziś w rozpadających się barakach, a okropna bieda nie ma nic wspólnego z amerykańskim snem. Navajo są gospodarzami rozległej Doliny Monumentów, którą niejeden kinoman będzie kojarzył jako prawdziwy dziki zachód z westernów Johna Forda. Warto zapuścić się w jedną z pokrytych szutrem tras, które – z pozoru – trudno pokonać zwykłą osobówką. Ja zaryzykowałam – widoki były bezcenne.

Miejscem, gdzie zatrzymał się czas i nadal żyją prawdziwi kowboje okazało się być Williams, małe miasteczko przy starej Route 66. Mężczyźni nadal chodzą tu w kapeluszach, skórzanych kamizelkach i butach z ostrogami. Zatrzymałam się na noc w jednym z typowych amerykańskich moteli. Obowiązkowym punktem programu był wieczór w lokalnym klubie country.

tn_IMG_0163
Universal Studios Hollywood to miejsce, gdzie można poznać pracę studia filmowego od kuchni. To także park rozrywki

Aleją gwiazd
Czas spędzony w Los Angeles to powrót do czasów dzieciństwa. Luksusową Rodeo Drive przemierzałam samochodem w rytmie ścieżki do „Gliniarza z Beverly Hills”, a po Alei Gwiazd biegałam, żeby znaleźć gwiazdy moich dziecięcych obiektów westchnień. Na końcu przeżyłam katastrofę metra w Universal Studios Hollywood – parku rozrywki i prawdziwej mekce kinomanów. Plaża w Santa Monica choć podobna do dziecięcych wyobrażeń – budki ratowników, wesołe miasteczko, Bubba Gump – bez Davida Hasselhoffa nie jest taka sama. Spacerując po niej i po molo, ma się jednak wrażenie, że za chwilę da się usłyszeć klaps filmowy i zza budki ratowników majestatycznie wyłoni się Pamela Anderson.

dfbgfhg
Hollywood Walk of Fame to ponad 2,5 tys. pięcioramiennych gwiazd upamiętniających gwiazdy show-biznesu