03-11-2016
KATOWICE 
JAN MALICKI BIBLIOTEKA ŚLĄSKA 2016
FOT - ARKADIUSZ ŁAWRYWIANIEC
© ARKADIUSZ ŁAWRYWIANIEC
+48602108563
www.areklawrywianiec.com

Śląskie. Tu się czyta

Wydawałoby się, że święto opowieści przypada w grudniu – w tym miesiącu kupujemy w prezencie książki i korzystając z chwili ciszy, zanurzamy się w narracji. Okazuje się jednak, że w naszym regionie opowieść żyje cały rok. W ubiegłym roku, tylko w bibliotekach publicznych, mieszkańcy śląskiego wypożyczyli aż 18,5 mln książek – najwięcej, w porównaniu z innymi województwami. O tym, co i dlaczego czytamy, rozmawiamy z prof. Janem Malickim, dyrektorem Biblioteki Śląskiej.

ROZMAWIA: BARTŁOMIEJ WNUK
ZDJĘCIA: ARKADIUSZ ŁAWRYWIANIEC

Prof. Jan Malicki

Bibliotekarz, historyk literatury, kierownik Zakładu Historii Literatury Średniowiecza i Renesansu Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Laureat nagród „Lux ex Silesia” i „Śląskiego Szmaragdu”. Wykładał m.in. w Pradze, Brnie, Rzymie, Cambridge, Neapolu, Sankt Petersburgu i Wilnie. Od 1991 r. dyrektor Biblioteki Śląskiej. Doprowadził do wybudowania i otwarcia w 1998 r. nowej siedziby Biblioteki, która do dziś należy do najnowocześniejszych na świecie.

Bartłomiej Wnuk: „Śląskie. Tu się czyta”. Co by pan powiedział na takie hasło promocyjne województwa?

Prof. Jan Malicki: To bardzo dobre hasło, bo faktycznie jesteśmy liderem w skali Polski, jeśli chodzi o czytelnictwo. Województwo śląskie ma ok. 4,4 mln mieszkańców, a tylko w bibliotekach publicznych wypożyczono w ciągu roku 18,5 mln książek. Zaznaczam: w publicznych, czyli w bibliotekach gminnych, powiatowych, miejskich i w Bibliotece Śląskiej. A oprócz nich działają przecież biblioteki szkolne, akademickie, parafialne, prywatne, cyfrowe i inne, np. prowadzone przez instytuty naukowe.

Książka wciąż jest dla nas atrakcyjna?

Zdecydowanie tak, a potwierdzenia szukałbym dodatkowo na rynku księgarskim. Bo jeśli wielkie wydawnictwa przyjeżdżają najpierw do Katowic, później do Krakowa, a na końcu do Wrocławia i wydają spore pieniądze, aby zaznaczyć swoją obecność podczas trzech dużych imprez targowych, to znaczy, że mają w tym swój interes.

Jednocześnie z danych Biblioteki Narodowej wynika jedna brutalna prawda: w minionym roku 4,7 mln Polaków nie przeczytało żadnej książki.

Dane te mówią o grupie, która nie czuje się osadzona w kręgu kultury książki. Nie chciałbym jednak, żeby powtarzano, że w Polsce się nie czyta, bo to nieuprawnione generalizowanie (choć faktycznie są województwa, które niechlubnie odstają od reszty). W rankingu Biblioteki Narodowej śląskie zajmuje pierwsze miejsce pod względem czytelnictwa i jako ludzie stąd powinniśmy być z tego dumni.

Co ciekawe, najwyższe czytelnictwo w kraju nie idzie w parze z najwyższym odsetkiem osób z wyższym wykształceniem. Skąd więc nasze zamiłowanie do książki? Tu zawsze wiele się działo i ludzie stąd w naturalny sposób są zanurzeni w opowieści?

Śląskie jest wyjątkowe, ponieważ u nas zawsze naprawdę się czytało. Książka pojawiała się bardzo wcześnie w życiu ludzi na tych terenach. Już w momencie chrztu dziecko otrzymywało książeczkę i ten prezent ustanawiał w jego życiu kulturę książki. Bardzo silny był – i wciąż jest! – historyzm rodzinny, rozumiany nie tyle jako pamięć o najważniejszych historycznie wydarzeniach, ale jako pamięć o własnej rodzinie: żyjącej tu – w przeszłości i teraz. Bez politury politycznej. Wpisując się w to zjawisko, od 10 lat prowadzimy z Radiem Katowice akcję, w efekcie której powstało mnóstwo książek wspomnieniowych. Dzięki tym wspomnieniom docieramy do źródeł, które wzbogacają ten świat. A Biblioteka Śląska jest miejscem, w którym gromadzimy te zapisy pamięci – tu jest miejsce dla całej przeszłości i przyszłości. Dla przykładu: kilka lat temu otrzymaliśmy całą kolekcję dokumentów, zdjęć i pamiętników od prawnuka człowieka, który budował kolej w Brazylii. Wydaliśmy album, zorganizowaliśmy wystawę i publiczne spotkanie ze spuścizną. Rodzina zyskała godne upamiętnienie przodka, a kultura polska jeszcze jednego człowieka, chorzowianina, który zapisał się w historii innego, jakże odległego kraju.

03-11-2016 KATOWICE JAN MALICKI BIBLIOTEKA ŚLĄSKA 2016 FOT - ARKADIUSZ ŁAWRYWIANIEC © ARKADIUSZ ŁAWRYWIANIEC +48602108563 www.areklawrywianiec.com

W 2016 roku na listach bestsellerów znajdziemy m.in. opowieść o czarodzieju, kilka kryminałów, książki kucharskie, poradniki o tym, jak żyć i jak sprzątać – lub wręcz przeciwnie – nie dać się sprzątaniu. Co mówią o nas nasze wybory lekturowe?

Zacznijmy od tego, że w samej tylko Bibliotece Śląskiej działa około stu zespołów, skupionych w dyskusyjnych klubach książki. Na spotkania Śląskiego Wawrzynu Literackiego przychodzą doświadczeni czytelnicy, gotowi dyskutować nawet o sprawach warsztatowych i to grono już od 18 lat wybiera najlepszą książkę roku, a jego wybory zwykle nie różnią się od rozstrzygnięć w najbardziej prestiżowych konkursach literackich. Inne skupiają się na przykład wokół konkretnego gatunku literackiego, np. pamiętników czy reportaży, którym poświęcają swój czas. W skali województwa, w ubiegłym roku najchętniej czytanym autorem był Mariusz Szczygieł, a patrząc na genologię książek, które się ukazują, to reportaże zdecydowanie dzierżą palmę pierwszeństwa. Współczesny czytelnik wyraźnie lubi ten styk literatury i faktografii, co z drugiej strony nierozerwalnie łączy się z tym, że coraz częściej do lamusa odchodzi klasyczny model narracyjności.

Zakładam więc, że nie zdziwiła pana Literacka Nagroda Nobla dla Boba Dylana?

Większość osób podeszła do tej nagrody z dystansem, inni z lekceważeniem, a dla mnie to po prostu znak nowej jakości, która się stwarza. Dylan nie jest wyłącznie rockmanem. Podobnie jak – przykład z naszego podwórka – Maciej Maleńczuk, który napisał świetne „Chamstwo w państwie”, rodzaj ekspresji, imitacji kulturowej stylizowanej na poemat oświeceniowy. Obecny status dorobku Agnieszki Osieckiej to kolejny przejaw zmian, które dokonują się na naszych oczach. Cała rzecz nie polega wyłącznie na tym, żeby napisać i wydać, bo w dobie self-publishingu nie ma z tym większego problemu. Prawdziwa wartość tkwi w tym, by napisać, wydać, ale też trafić do czytelnika. Być czytanym.

03-11-2016 KATOWICE JAN MALICKI BIBLIOTEKA ŚLĄSKA 2016 FOT - ARKADIUSZ ŁAWRYWIANIEC © ARKADIUSZ ŁAWRYWIANIEC +48602108563 www.areklawrywianiec.com

Jak radzą sobie z tym rodzimi pisarze? Literatura pisana na Śląsku, przez Ślązaków, ale niekoniecznie w gwarze śląskiej?

Dobrym przykładem jest Szczepan Twardoch, którego twórczość stanowi literaturę pierwszej próby. Twardoch ma swój styl i wizję, która mieści się w przełamywaniu pewnych reguł literackich; tnie narrację i na zasadzie literackiego patchworku buduje nową jakość estetyczną. Na pewno jest jednym ze współczesnych nam twórców, który ma szansę wejścia na stałe do kanonu literatury ogólnopolskiej i śląskiej; bez znaczenia, jakie będą kontekstowe interpretacje. Mnie interesuje sam tekst, a jeśli tekst i styl są rozpoznawalne, to znaczy, że jest twórcą wyrazistym, który znalazł swoją drogę. Twórca musi mieć własne oblicze.

A co z literaturą pisaną na Śląsku, o Śląsku, przez Ślązaków, po śląsku?

To teksty pisane, ale nieczytane. Jeśli wypożycza się pół miliona książek i wśród wypożyczanych praktycznie nie ma tych pozycji, to znaczy, że rozjechały się dwie sfery – wielkiej promocji i praktyki czytelniczej. Kiedy toczyły się dyskusje na temat kanonu śląskiego, to nie dyskutowałem, ale sprawdziłem, jak wskazywane pozycje funkcjonują w obiegu czytelniczym. To powiedziało mi wszystko. A przecież nasza historia, szczególnie ta „mała”, jest nieprzebranym zdrojem tematów, asocjacji, inspiracji.

Na przykład?

Od lat namawiam pisarzy i filmowców do opowiedzenia historii Marii Cunitii – kobiety, która w XVII wieku żyła w Byczynie na Opolszczyźnie i zajmowała się astronomią, m.in. poprawiając obliczenia Jana Keplera. Udowodniła w nich, że wielki astronom był nieprecyzyjny. Poprawiając go, przesyłała swoje obliczenia do gdańszczanina Jana Heweliusza. Jej praca ukazała się drukiem w 1650 roku. Do dziś dnia zachowały się trzy egzemplarze – wszystkie są tutaj w Bibliotece Śląskiej. Smaku historii dodaje fakt, że jej nazwiskiem nazwano jeden z kraterów na Księżycu.

To mogłaby być niesamowita powieść! W kulturze anglosaskiej o tej porze roku czyta się „Opowieść wigilijną” Dickensa. Co z rodzimej twórczości poleciłby pan na ten czas?

Jako historyk zapatrzony w „starożytności rodzimej” powiedziałbym, że najlepiej przeczytać „Ludycje wieśne” z 1544 roku – kolędy i opowieści dotyczące obrzędów związanych ze świętami Bożego Narodzenia. Chociaż polszczyzna bardzo się jednak zmieniła od tego czasu i obawiam się, że bez odpowiedniego przygotowania czytelnik nie miałby wielkiej radości z tej lektury. Pamiętajmy jednak, że o ile literatura XV- i XVI-wieczna może być dla nas niezrozumiała, to XVII-wieczne kolędy i pastorałki śpiewamy do dziś dnia. Warto też sięgnąć do „Pamiętników” Albrychta Radziwiłła, w których opisuje dziwne wydarzenia, jakie rozgrywały się w noc wigilijną, kiedy chłopi, nie wierząc w magiczność nocy, próbowali skrycie pędzić piwo. Z kolei z literatury XX-wiecznej polecam mało znane „Bajki biało-czerwone” Anatola Krakowieckiego, przepiękne opowieści o Bożym Narodzeniu w Polsce pisane z perspektywy dalekiej Palestyny. Jako miłośnik literatury dla tych, którzy mają więcej czasu, dorzuciłbym dodatkowo „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk. Na 912 stronach autorka przedstawia barwny świat Rzeczypospolitej Obojga Narodów, jakże inny od tego z „Trylogii” Sienkiewicza, na której wychowuje się nas, Polaków.

Czego życzyłby pan czytelnikom na święta?

Przede wszystkim spokoju w domu i poza nim. Ale też literatury porywającej. Takiej, która przyciągnie uwagę, pozwoli zachować dystans wobec współczesności, cieszyć się pięknym słowem, nie li tylko poprawnym. Książki, która da nam pretekst do spokojnego, swobodnego wyciszenia się w ramach własnego wnętrza, rodziny i otoczenia.

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz