5

Posmakować Luang Prabang

Turyści sfruwają samolotami z Vientiane (stolicy Laosu), z Bangkoku, z Hanoi. Ilość połączeń ciągle się zwiększa, zwłaszcza ze względu na zainteresowanie miastami – perłami Dalekiego Wschodu. Przed wylądowaniem na lotnisku najpierw pojawiają się, jeszcze z wysoka, malownicze i imponujące meandry Mekongu, a potem góra Pussi, znajdującą się w samym centrum miasta. Kiedy lecimy nad miastem, Pussi pojawia się na wyciągnięcie ręki, wyrasta tuż pod nami. Patrząc ze wzgórza z drugiej strony Mekongu, ma się wrażenie, że samolot ociera się o świątynię Wat Tham Phu Si na samym szczycie góry.

SONY DSC
SONY DSC

TEKST i ZDJĘCIA: Henryk Goik

Turyści poszukujący piękniejszych wrażeń, wybierają drogę lądową ze stolicy. Wtedy poruszają się tzw. drogą szczytów i w czasie całodziennej podróży, jadą partiami szczytowymi gór, obserwując niezwykłe formy pasm górskich oraz piękne i dzikie doliny.

Można spłynąć też statkiem, rzeką Mekong, z prowincji Houayxay, czyli ze Złotego Trójkąta lub – dość awanturniczo – rzeką Ou z prowincji Phongsali w trójkącie chińsko-wietnamskim. Tak zrobiło to kilku mieszkańców Bażantowa w 2010 roku.

Na ulicach miasta spotykamy także rowerzystów z odległych krajów, ale ich sposób pojawienia się w Luang Prabang w każdym przypadku jest indywidualną przygodą. Ludzie przyjeżdżają ze wszystkich kontynentów, niektórzy zostają na kilka miesięcy, inni próbują na stałe. W Luang Prabang czas przestaje się liczyć. Albo natychmiast, albo po krótkim rekonesansie, przyjezdni odczuwają, że są u siebie w domu. Pomagają im w tym cudzoziemcy z minami beztroskich rezydentów, siedzący w kafejkach, restauracjach, na murkach świątynnych, ławeczkach. Nawet młodzi ludzie przybierają tu pozy filozofów, albo rentierów. Miałem wrażenie, że plecak można tu pozostawić w dowolnym miejscu rano i wrócić po niego wieczorem.

Miasto położone jest nad dwiema rzekami, w górskim otoczeniu. Główna rzeka Indochin – Mekong stanowi naturalną granicę miasta od strony zachodniej. Na wysokim brzegu Mekongu, pod starymi drzewami z widokiem na drugi brzeg, rzekę i łodzie, znajduje się wiele restauracyjek na wolnym powietrzu. Z brzegu wygodne pochylnie, a w innych miejscach strome schody prowadzą do przystani dla flotylli statków rzecznych, łodzi, łódek i łódeczek, których mnóstwo cumuje wzdłuż rzeki.

Po ulicach suną wszędobylskie trójkołowe pojazdy zwane tuk-tukami. Od północy centralną część miasta zamyka dopływ Mekongu, szeroka rzeka Nam Khan – kapryśna i niebezpieczna sprawczyni wypadków śmiertelnych w jej górskim biegu, ale w samym mieście – leniwa i spokojna. Rozbudowana sieć krótkich i wąskich uliczek, a także nietypowych przejść pomiędzy wąską drogą wzdłuż brzegu, a główną historyczną ulicą miasta (Thanon Phothisalat i Xieng Thong), jest najważniejszą częścią tego grodu. Po drugiej stronie głównej ulicy stromo, prawie pionowo pnie się góra Pussi. W tej części miasta na wąziutkich uliczkach każdego ranka rozkłada się targowisko, na które przyjeżdżają mieszkańcy różnych plemion z okolicznych wiosek, nieraz z nietypowymi darami ziemi laotańskiej, rybami i innymi stworzeniami wodnymi, nieznanymi ptakami i zwierzętami leśnymi.

1aa

Na śniadanie o świcie: mnisi błogosławią nadchodzący dzień

O świcie w całym Luang Prabang, jak i w całym Laosie, mnisi buddyjscy zbierają ofiarę do swoich sakw i naczyń, ryż i inne produkty na całodzienne utrzymanie. W Luang Prabang jest ich zdecydowanie najwięcej, wszak miasto to uznawane jest za duchową stolicę buddyzmu przyjętego w Laosie w postaci odgałęzienia Terevady. Szeregi mnichów opuszczają jeszcze przed wschodem słońca tereny świątyń i według ustalonej trasy maszerują gęsiego, boso ulicami, obchodząc swój rewir, a wierni oczekują ich na chodniku lub na skraju drogi w pozycji pełnej szacunku, klęcząc, siedząc lub stojąc i obdarowują każdego po trochu. Ryż gotowany jest przed ich przybyciem, prawie w nocy. Maszerujące gęsiego zastępy mnichów wzbudzają emocje u turystów, którzy wstają wcześnie, aby zobaczyć wydarzenie o wymiarze religijnym i poddać się jego nastrojowi lub uczestniczyć jedynie w oglądaniu egzotycznej, malowniczej atrakcji. Niektórzy turyści kupują koszyczki pełne ugotowanego ryżu, aby stanąć na chodniku i uczestniczyć w składaniu ofiar.

7

Niewątpliwie po zakończeniu zbiórki i turyście należy się śniadanie. Szukającym specyficznych doznań, proponuję jadłodajnię, w której podają zupę. Istnieje w Laosie tradycja jedzenia zup na śniadanie, a zupy te są bardzo smaczne. Byłem nawet w takiej jadłodajni, gdzie wystarczyło usiąść przy długim familijnym stole, ustawionym na ubitej ziemi, a personel bez pytania podawał pożywną zupę ryżową. Przyprawy oraz różnego rodzaju warzywa – co oznacza gałązki z liśćmi i rośliny, które my nazwalibyśmy chwastami – znajdują się na stole. Jest także miękkie, pieczone ciasto w kształcie paluchów, które tnie się leżącymi na stole nożyczkami i zagęszcza zupę. To jest jadłodajnia dla wszystkich. Laotańczycy przychodzą w strojach roboczych, przychodzą także w garniturach. Urzędnicy śpieszący się rano, podjeżdżają na moment na swoich motorach, a obsługa serwuje z tego samego olbrzymiego kotła także do woreczków i pojemników. Pozwiedzajmy trochę od rana. Z pierwszorzędnych „dań do zwiedzania” wymienić należy piękne świątynie. Nikt nie może nie zwiedzić Wat Xieng Thong. Ale nie tylko architektura sakralna wzbudza podziw. Zachwyt w oczach cudzoziemców wywołuje swoisty mariaż starego budownictwa laotańskiego, pomieszanego z kolonialnymi budynkami francuskimi. Może i dlatego turyści tak dobrze się tu czują, wypoczywają i wcale nierzadko zawierają wieloletnie umowy najmu starych domów, połączone z obowiązkiem odrestaurowania ich w pierwotnej, historycznej postaci. Wszak Luang Prabang od 1995 r. wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Na obiad po południu: pora na wodospad Kuang Si Po skromnym śniadaniu Laotańczyk z dowolnego regionu o godzinie trzynastej rozpoczyna posiłek. Ta pora jest prawie święta, tuż przed tą godziną nie sposób z Laotańczykiem rozmawiać, chyba że idąc z nim na lunch. Jedzą więc i turyści. Ci zasobniejsi, mogą sobie pozwolić na lunch na wygodnym statku pływającym po Mekongu. Mogą przy tej okazji udać się w górę rzeki Mekong, do Groty Pak Ou, u ujścia rzeki Nam Ou, pełnej wiekowych posągów Buddy, a w drodze zobaczyć wyspę, która była miejscem letnich wypoczynków królów Luang Prabang. Popołudnie można poświęcić na wyjazd nad malowniczy wodospad Kuang Si, piękny przez cały rok. Tutaj można kąpać się w rzece, w naturalnych basenikach szmaragdowego koloru wody, a w hoteliku pod wodospadem spędzić romantyczną noc. W miesiącach pory deszczowej, lub tuż po jej zakończeniu, można pojechać i dopłynąć na teren zadziwiającego wodospadu Taat Sae.

Na kolację o zachodzie słońca: Wat Pha Baat

Wieczorem, przed kolacją, warto podjechać lub pójść nad Mekong i z tyłu świątyni Wat Pha Baat Tai obserwować upływający dzień, admirować piękne oświetlenie Mekongu z łachami piasku i szlakami odbitego światła na wodzie, ciemniejące zbocza gór z ostro oświetlonymi graniami, wszystko w świetle zachodzącego słońca. To nadzwyczajny aperitif przed kolacją. Miejsce na kolację trzeba wybrać spośród urokliwych restauracji lub prostych garkuchni. Raczej nie radzę, by na pierwszą kolację wybierać inne potrawy, aniżeli bardzo dobre dania kuchni laotańskiej. Warto poprosić przy okazji o charakterystyczną, obecną tylko w restauracjach Luang Prabang, sałatkę zieloną z glonów rzecznych. Przy wyborze potraw trzeba pamiętać, że Laos jest też królestwem czystych wód i spożywa się tu znakomite, rzeczne ryby słodkowodne, które można było rano zobaczyć na targu. Jeśli szczęście odrobinę dopisze, można kolację jeść razem z księżniczką Tajlandii, która bardzo kocha Luang Prabang i często je odwiedza.

Na deser: wyścigi łodzi i święto Pimai

Są takie dni, w których do Luang Prabang wybiera się kto tylko może z miast całego Laosu, zwłaszcza ze stolicy, z górskich wiosek, okolicznych prowincji. To dni świąteczne. Do nich należą na pierwszym miejscu Pimai (Nowy Rok Laotański) oraz wyścigi łodzi. Wyścigi łodzi rozpoczynają się po zakończeniu pory deszczowej, wczesną jesienią, najpierw na północy, a więc w Luang Prabang, w pięknej scenerii doliny rzeki Nam Khan, tuż przy ujściu rzeki do Mekongu. Święto Pimai w Luang Prabang około połowy kwietnia, to uroczystości o niezwykle rozbudowanym ceremoniale, procesji i wielu symbolicznych odtworzeniach, które mają miejsce jedynie w tym mieście, choć Nowy Rok Laotański (Pimai) hucznie obchodzi się w całym Laosie. Takie „danie” trzeba smakować wyjątkowo i oddzielnie.

Do Luang Prabang można się wybrać z biurem podróży Olivier’s Travels Katowice. www.olivierstravels.pl

4

Prawnik, nauczyciel akademicki i podróżnik

Pełnomocnik Rządu do spraw zagospodarowania mienia przejętego od Wojsk Federacji Rosyjskiej, za kadencji siedmiu Premierów RP Dyrektora Generalnego Urzędu Rady Ministrów, kierował Ambasadą RP w Laosie. Wykładał na Uniwersytecie Śląskim, był rektorem Wyższej Szkoły Zarządzania i Nauk Społecznych w Tychach. Obecnie profesor tejże uczelni oraz Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej w Katowicach. Autor wielu tekstów literackich i wystaw fotograficznych