DSC02254

Ostatni etap drogi przez Etiopię

Podróż z Addis Abeby na południe kraju po bezdrożach jest możliwa tylko samochodem terenowym – 300 kilometrów w kilkanaście godzin. Ale warto. Południe zamieszkują ludy, z których część nie czuje przynależności do swojego państwa. Dla nich ten konkretny kawałek świata, garść ziemi jest ich ojczyzną. Uprawiają ziemię, wypasają bydło i – co ważne w Afryce – mają dostęp do wody. Broń – jedyny widoczny element naszej cywilizacji jest tu na porządku dziennym. Zapraszam do świata plemion Konso, Dassanech, Mursi i Hamer.

TEKST i ZDJĘCIA: Andrzej Strzempek

Andrzej Strzempek
Inżynier z doświadczeniem. Socjolog z pasją do fotografii i zamiłowaniem do egzotycznych podróży

Kawa z Konso

Pierwszym plemieniem, a raczej grupą etniczną, jaką poznałem w drodze na południe był rolniczy lud Konso. Regularne poletka wyrzeźbione na zboczach gór przypominają swoim kształtem tarasy azjatyckich pól ryżowych, brakuje tu jednak soczystości i zapachu zieleni. Ziemia jest jałowa, prawie skalista, jednak ta ziemia w rękach tych pracowitych ludzi zaczyna rodzić to, co niezbędne dla życia: sorgo, fasolę, kukurydzę i… kawę, narodowy napój Etiopii.

Mursi z talerzykami w ustach

Udałem się do parku Mago, by spotkać jeden z najbardziej niesamowitych ludów Etiopii – plemię Mursi, którego kobiety mają zwyczaj ozdabiania twarzy i ust glinianymi krążkami. Niektóre źródła podają, że to pozostałość z czasów nieustannych walk z plemionami Kenii i niewolnictwa. Kobiety celowo oszpecały swoje ciała, aby nie stać się łupem łowców niewolników. Obecnie zwyczaj stał się normą kulturową. Młodym dziewczynkom nacina się dolną wargę i w ranę wkłada się patyk. Z biegiem lat ów patyk zastępuje się glinianym krążkiem, by następnie systematycznie zwiększać jego średnicę. Chcąc osiągnąć imponujący wymiar – nawet 30 cm – kobiety wybijają sobie dolne zęby. Jednakże zajmujące się głównie rolą Mursjanki na co dzień nie noszą talerzyków. Spotkać je można w wiosce czy pobliskim mieście Jinka z obwisłymi wargami, zza których wyzierają bezzębne dziąsła.

DSC02340

Chłosta u Hamerów

Z wioski Dassanech udałem się do Turmi, gdzie na targu dane mi było spotkać ludzi plemiona Hamer. Plemię to znane jest przede wszystkim z rytuału skoków przez byki. Owe skoki mają charakter inicjacji i wprowadzają młodzieńca w świat dorosłych. Zasadnicza część całego rytuału zaczyna się od biczowania kobiet przez mężczyzn, którzy zostali już poddani tej próbie i przeszli ją pomyślnie. Po plecach kobiet płyną strugi krwi, ale dla nich to nic strasznego – w ten osobliwy sposób wyrażają podziw dla odwagi i zręczności okazanej przez mężczyzn w trakcie skoków. Efektem rytuału są zgrubiałe blizny na plecach i ramionach kobiet. Kobiety traktują je jako formę tatuażu i noszą je z niekłamaną dumą. Dopiero po skończonej chłoście, przychodzi kolej na młodzieńca, który ma dołączyć do grona dorosłych. Zadanie nie jest proste – musi trzykrotnie przebiec po ustawionych w rzędzie bykach i to bez upadku. Człowiek, którego obserwowałem miał szczęście – był sprawny i szybki, udało mu się.

Piękne kobiety Dassanech

Dalej na południe, tuż przy granicy z Kenią, trafiłem na rzekę Omo, która pilnie strzeże koczowniczego plemienia Dassanech. Plemię Dassanech przybyło na teren Etiopii z niedalekiej Kenii. Jak przystało na lud koczowniczy, plemię nie przywiązuje większego znaczenia do kształtu domu i jego budulca – ważne jedynie, aby można go było szybko zdemontować i sprawnie przenieść w inne miejsce. Kobiety Dassanech są przepiękne i przyjmą każdy prezent, by ozdobić swoje działo. Dlatego, przybysza dziwią sznury korali wykonane z bransolet i zegarków czy wplecione we włosy kapsle z butelek. Choć pieniądze nie mają znaczenia dla mieszkańców (handel i usługi są wymienne), przewodnik ustala z wodzem plemienia stawkę, za którą można wejść do chaty czy zrobić zdjęcie. Pieniądze zostają u wodza, który łatwo może je wymienić poza wioską na amunicję czy broń.

DSC02195