IMG_8256

Mistrz świata z Bażantowa

Hawaje wielu kojarzą się z wypoczynkiem i wakacjami. Iñakiemu de la Parra, mieszkającemu w Bażantowie Meksykaninowi, ten położony na wyspach stan USA już zawsze będzie przypominał o nadludzkim wysiłku i mistrzostwie świata. Właśnie tam 33-latek z Bażantowa wygrał Ultraman World Championship, najbardziej morderczą konkurencję w triathlonie (10 kilometrów wpław, 421 km na rowerze i 84 km na trasach biegowych).

Rozmawia Bartłomiej Wnuk
Zdjęcia z archiwum Iñakiego de la Parra

Bartłomiej Wnuk: Do czego najczęściej porównujesz swoją drogę do sukcesu?
Iñaki de la Parra: Do pracy zawodowej. Połowa mojego życia to prywatne firmy, druga połowa to sport. I wbrew pozorom te dwie dziedziny są do siebie bardzo podobne. W obu trzeba wejść w rutynę, bo kiedy przygotowujemy plan treningowy, to realizujemy go w zasadzie cały czas tak samo. Poza tym, jedyną osobą, która sprawi, że będzie ci to dawać frajdę – jesteś ty sam. Są też oczywiście różnice. Po pracy można przecież przyjść do domu, położyć się na kanapie, wcinać pizzę i oglądać telewizję. Profesjonalnym sportowcem jest się natomiast przez całą dobę – każdy wybór którego dokonujesz, każdy detal, ma wpływ na twoją formę. Nie sądzę, żeby ktoś, kto regularnie zjada pizzę przed telewizorem był w stanie pokonać dystans Ultramana.

IMG_9234

Gdy w 2005 roku Iñaki pierwszy raz przyjechał do Polski, nikt nie wiedział czym jest triathlon. Prawdziwy boom w naszym kraju zaczął się trzy lata temu. W Stanach Zjednoczonych zaczął zyskiwać na popularności już w połowie lat 90. ubiegłego stulecia, a w Meksyku jakąś dekadę temu.

Ale przestawić się na takie obroty chyba nie jest łatwo?
Gdy zaczynałem w 2008 roku, nie mogłem wiedzieć, że to wszystko zabrnie tak daleko. Odkryłem w triathlonie życiową pasję. Trzy lata później przeszedłem na zawodowstwo i od razu postawiłem sobie jasno sprecyzowany cel: mistrzostwo świata w Ultramanie. We wszystkich dyscyplinach profesjonaliści są tylko niewielkim odsetkiem. Na początku chodzi przecież o coś innego: zdrowie, zabawę, dobre samopoczucie, możliwość współzawodnictwa. W triathlonie dodatkowo rywalizuje się z samym sobą. To całe jego piękno.

Brzmi wspaniale, ale chodzi przecież o kilkugodzinny trening dziennie. A twój start na Hawajach to ponad 22 godziny…
Dlatego trzeba mieć kogoś, kto cię wspiera: rodzinę, sponsorów, przyjaciół i przede wszystkim trenera. Najważniejsze jest zachowanie równowagi i zdrowia. To cały urok sportu – nie można niczego kupić, musisz małymi kroczkami podążać do przodu. Pracuję z osobami między 35 a 55 rokiem życia i widzę, jaki mają największy problem – wypalenie. Robię wszystko, aby go uniknąć. Coraz więcej ludzi dba o zdrowie i dobrą formę, a triathlon daje możliwość spróbowania trzech różnych dyscyplin. Ale to też nie jest wcale takie proste. Ze stu osób, które zaczynają trening tej dyscypliny, po kilku latach zostanie maksimum połowa. Reszta skupia się konkretnie się na bieganiu, kolarstwie lub pływaniu. Jedno z ograniczeń: dwa treningi dziennie. Na przykład rano basen, wieczorem bieganie. Samo pływanie z dojazdami i przebieraniem zajmuje jakieś dwie godziny dziennie.

fot.Mariusz Nasieniewski/Maratomania.pl
fot.Mariusz Nasieniewski/Maratomania.pl

Jedyną rzeczą, za którą Iñaki nie przepada jest polska zima. Ale – jak przyznaje – każde miejsce ma jakieś minusy. W Meksyku na przykład jest zbyt ciepło. W Polsce podobają mu się przede wszystkim dobre drogi, sprzyjający treningom jazdy na rowerze wiatr, niekończące się ścieżki do biegania, lasy i wiele basenów. Jego zdaniem to idealne miejsce dla triathlonisty.

Dla trathlonu trzeba zrezygnować z innych czasochłonnych spraw?
Niekoniecznie. Jeśli masz dobrego trenera możesz wystartować w Ironmanie nie tracąc pracy, znajomych i rodziny. Sam jestem takim trenerem i dbam o równowagę między czasem na trening, czasem dla rodziny i czasem zawodowym moich podopiecznych. Prowadzę zajęcia zarówno dla ludzi, którzy dopiero uczą się pływać, jak i tych, którzy już teraz są w topowej dziesiątce w międzynarodowych zawodach. Są wśród nich ludzie, którzy mogą trenować ostro w środy, a niedziele chcą mieć dla rodziny. I można to zorganizować.unspecified

 

Iñaki prowadzi własną firmę – Way2Champ Endurance Coaching – specjalizującą się w spersonalizowanych planach treningowych dla kolarzy i triathlonistów z Polski i innych krajów. Jego bazą treningową są Katowice, ma polską żonę, dwójkę dzieci, czuje się Polakiem. Od niedawna zresztą reprezentuje nasz kraj w ultratriathlonie.