0b6l

Logistyka bezdomności, czyli o sztuce nocowania w podróży

Opanował prastarą sztukę lewitacji. Jechał autostopem z toną pierników, traktorem z martwą krową, a kiedy go okradziono, żył za mniej niż dolara dziennie. Spotkał żywego Mamuta w Kurdystanie* i dla równowagi – człowieka, który nie żyje**. Nocował u pijanego mordercy i najemnika w górach pogranicza ormiańsko-azerskiego. Spał na rondzie, w rurze zjeżdżalni, schronisku dla bezdomnych i jaskini. Nam opowiada właśnie o sztuce nocowania w podróży, czyli – jak pisze Michał piec – „logistyce bezdomności”.

ZDJĘCIA: Michał Piec

Ograniczony budżet, to główny wyznacznik moich podróży. Aby jednak mniej lub bardziej egzotyczna eskapada nosiła znamiona niskobudżetowej, trzeba pójść na pewien kompromis i zrezygnować z komfortu. Można to zrobić na kilku płaszczyznach: transportu, wyżywienia i – wreszcie – noclegów.

michal-piec-bus-nie-bylem-wszedzie

Podróżując rowerem, pieszo czy autostopem minimalizujemy koszty związane z transportem. Trzeba się jednak czasem namęczyć oraz wystawić na próbę swoją cierpliwość i pokorę, by nie płacąc za transport, dostać się z jednego miejsca do drugiego. Ręczny odbiornik GPS, dzięki któremu wiem, gdzie jest najbliższa stacja benzynowa lub ostatni zjazd z autostrady, to przy takiej filozofii nieodłączny towarzysz moich podróży.

Na jedzeniu oszczędzać specjalnie nie można. Chociaż, mając do wyboru restaurację, albo supermarket – wybieram drugą opcję. Mając miejsce w plecaku zabieram skondensowaną benzynę w kostkach, na której mogę ugotować w pełni odżywcze dania. Nie oszczędzam miejsca, wagi ani pieniędzy także w przypadku apteczki.

1 (25) a

Staram się nie podróżować nocą (o ile nie jest to konieczne); noc przeznaczam na sen, najczęściej w tzw. „infrastrukturze otoczenia”. Szukając miejsca do noclegu, zawsze staram się ustrzec przed trzema głównymi zagrożeniami: warunkami atmosferycznymi (deszcz, śnieg, wiatr, niska temperatura), zwierzętami (szczury, psy, wilki, niedźwiedzie) i – najgroźniejszymi – ludźmi. Najczęściej, szukam zatem miejsca zadaszonego, zamkniętego i ustronnego; takiego, w którym nikt mnie nie zobaczy.

1 (20) 4

Kierując się tymi wytycznymi, w trakcie moich podróży spałem m.in. w toalecie damskiej w Japonii (w tym samym czasie, na podgrzewanym sedesie suszyły się wyprane wcześniej skarpetki), w wychodku w górach na Islandii, w rurze zjeżdżalni w Iranie, w schronisku dla bezdomnych w Gruzji, w wykolejonym wagonie kolejowym w Briańsku, w szpitalu na Syberii, w domu dziecka, na trybunie boiska w Walii, na polu golfowym w Szkocji oraz w pustostanach, na poddaszach i dachach. Od jakiegoś czasu fotografuję miejsca noclegów. Czasami nie zdążam, bo mimo wstępnej – pozytywnej weryfikacji miejsca, niespodziewanie zjawia się jakiś człowiek, który mnie wyrzuca lub – pod wpływem strachu – dzwoni na policję. Zdarza się też, że przychodzi człowiek i mówi: – „Hej, stary, co ty robisz? Tu jest zimno i mokro, chodź do mnie – do domu” i proponuje mi nocleg. W trakcie moich podróży często korzystam z ludzkiej życzliwości, choć nie bez przygód. Kiedy skorzystałem z podobnej propozycji w Armenii i trafiłem do domu pewnego człowieka, jego żona przyniosła nam kolację a ja dowiedziałem się, że ów mężczyzna wyszedł dwa dni wcześniej z więzienia, gdzie przesiedział ostatnie 13 lat za zabójstwo brata, którego nakrył w łóżku z tą właśnie kobietą.

michal-piec-lewitacja-hala-pion

Czasami zabieram w podróż znajomych. Oczywiście, kontakt z otoczeniem w nawet najmniejszej grupie, nigdy nie będzie taki jak samotnego podróżnika, ale to również cenne doświadczenie. Drugi człowiek – asystent, jest mi niezbędny podczas „komercyjnych” wyjazdów, kiedy lewituję na ulicach kurortów Włoch i Francji. Ludzie obchodzą mnie dookoła, sprawdzają czy między moim tyłkiem a ziemią nie ma żadnych przedmiotów, a nad moimi ramionami linek. Oczywiście nie ma, więc w uznaniu rzucają monety, kręcą filmy i robią zdjęcia – średnio ok. tysiąca podczas trzygodzinnego seansu.

1 (10) c

Ludzie często pytają mnie, jak porozumiewam się z innymi. Znam angielski, podstawy niemieckiego i rosyjskiego. Poza tym, jak każdy, mam mimikę i gesty, które ułatwiają komunikację (ułatwia ją też otwartość na lokalne napoje wysokoprocentowe). Nigdy nie miałem problemu z porozumieniem się z napotkanymi ludźmi – nawet we wioskach Kambodży. Często słyszę: nie podróżuję, bo nie znam języka i, w takim przypadku, język nie jest problemem, a wymówką. Wystarczy chcieć i wyjść z domu. Potem jest już z górki.

* Mamut to tureckie imię męskie.

**W schronisku dla bezdomnych w Tbilisi Michał Piec poznał Rosjanina – dentystę z biegłą znajomością angielskiego. Kilkanaście lat temu ożenił się on z piękną Rosjanką, która ciężko zachorowała i zmarła. Mężczyzna zapożyczył się na leczenie żony, a przez swoich wierzycieli został wysłany do Gruzji, żeby spłacić nieistniejący dług. Kiedy wykonał polecenie Rosjan, okazało się, że nie może wyjechać z Gruzji, bo w swoim własnym kraju został uznany za zmarłego.

1 (18) b

Michał Piec
25 lat, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. W trakcie studiów odwiedził ponad 50 krajów świata (niektóre kilkakrotnie) i, jak na ekonomistę przystało, jego podróże były ultraoszczędne. Pięć dni na Majorce – z przelotem, noclegami, wyżywieniem – kosztowało go 220 zł, sześć dni w Maroko – 240 zł, pięć dni w Norwegii – 240 zł, dziesięć dni w Japonii – 450 zł (wylot z Wenecji przez Rzym do Osaki, powrót z Tokio przez Mediolan do Pragi, 10 dni i tysiąc kilometrów na miejscu, z próbą zdobycia Fuji). Pod kątem przyrody, najmilej wspomina Islandię. Z punktu widzenia ludzi i kultury – Armenię. Do obu na pewno jeszcze wróci.