DSC_0634

Iorana Rapa Nui

Gospodarze pozdrawiają radosnymi okrzykami: „iorana”. Wręczają girlandy kwiatów. Ciepły wiatr owiewa twarze, bezpańskie psy merdają ogonami. Tak Wyspa Wielkanocna wita gości. Tych, którzy przybyli, aby zgłębiać jej tajemnicę.

Tekst: Małgorzata Kolska

Te Pito O Te Henua – pępek świata albo Rapa Nui – wielka ziemia. Tak o swoim domu mawiają mieszkańcy najbardziej odizolowanej na świecie wyspy. Wyspa Wielkanocna – jak nazwali ją Europejczycy, którzy dobili do jej brzegów w wielkanocną niedzielę 1722 roku  – to miejsce wyjątkowe. Nasycone energią przywiązanych do tej ziemi ludzi, nieznające pośpiechu i enigmatyczne – z niewyjaśnioną do dziś przeszłością, nieodczytanym pismem rongorongo i pełne pytań o przyszłość.

DSC_0516

Ahu Tongariki to najbardziej imponująca platforma, na której stoi 15 moai. Latem to doskonałe miejsce, aby obserwować wschód słońca.

Tajemnicze dziedzictwo
Turyści odwiedzają Rapa Nui, żeby doświadczyć tajemnicy. Wyspę ochraniają posągi moai – ważące kilka ton podobizny przodków, które – według wierzeń wyspiarzy – miały skupiać boską moc – manę. Wyrzeźbione przed wiekami z wulkanicznych skał w kamieniołomach Rano Raraku, moai stoją na rozmieszczonych wzdłuż brzegów wyspy podwyższeniach – ahu i spoglądają w głąb lądu. Część spoczywa obok, przewrócona przez wiatr, potężne fale albo nawet przez samych rzeźbiarzy. Jak figury znalazły się na postumentach? Mieszkańcy Rapa Nui wierzą, że posągi same przeszły na swoje miejsca. Archeolodzy natomiast prześcigają się w tworzeniu teorii wyjaśniających sposób transportu posągów w odległe zakątki wyspy.

Pobyt na Rapa Nui nie przypomina wakacji w popularnym kurorcie. Turysta wciąż może zgłębiać sekrety tysiąca kamiennych kolosów, płaskorzeźb z wizerunkami człowieka-ptaka, wsłuchiwać się w legendy o królu Hotu Matua. Może celebrować swój pobyt: odkrywać tajemnice wygasłego krateru Rano Kau, podziwiać uroki jednej z najpiękniejszych na świecie plaż – Anakeny i delektować się smakiem doskonałych ananasów z tutejszych upraw. Nie jest konsumentem, jest pielgrzymem. Obcując z polinezyjską kulturą – biorąc udział w koncertach, pokazach tanecznych, poznając lokalną sztukę – wciąż ma wrażenie, że dotyka prawdziwego dziedzictwa Rapa Nui.

DSC_0477

Mieszkańcy Rapa Nui pielęgnują pamięć o swoich polinezyjskich korzeniach. Choć najłatwiej dogadać się tu w języku hiszpańskim – castellano, spora grupa wyspiarzy wciąż mówi w języku rapanui.

Walka o niepodległą przyszłość
Naprzeciwko najbardziej luksusowego hotelu na wyspie osiedlili się zwolennicy autonomii Rapa Nui. Zamieszkująca we wzniesionym z blachy falistej squacie rodzina Hito – Clan Hitorangi – walczy o zwrot spornych gruntów, na których powstał hotel. Prowizoryczne ściany pokryte są sloganami, za pomocą których lokatorzy „Hotelu Pirata” upominają się o prawo rdzennych Polinezyjczyków do ich ziem.

Mieszkańcy Rapa Nui wytykają Chilijczykom rosnącą zależność ekonomiczną, oskarżają o lata uzurpacji, nawołują do refleksji nad zgubnym wpływem masowej turystyki na ekosystem wyspy. Z roku na rok coraz głośniej wypowiadają swoje racje. Kilka lat temu przez kilka dni okupowali jedyne lotnisko na wyspie – Mataveri, usiłowali zablokować budowę hotelu, demonstrując na ulicach Hanga Roa, a po stłumieniu zamieszek przez policję – na swoich domach wywiesili deklaracje protestu. Niepodległościowe zrywy mieszkańców wciąż pozostają jedynie turystyczną ciekawostką. Biało-czerwona flaga Rapa Nui z podobizną łodzi reimiro powiewa na wietrze, a rajska wyspa pośrodku Pacyfiku pozostaje w rękach ludzi z kontynentu.

WIĘCEJ ZDJĘĆ Z WYSPY WIELKANOCNEJ: