_DSC7046

Adam Makowicz. W Nowym Jorku i w Piotrowicach

Kilka starych samochodów a wśród nich jeden bardzo stary Ford, który pamięta początki jazzu. Na wysokiej scenie przy fortepianie siedzi Adam Makowicz, bo choć na co dzień grywa w filharmoniach, to dla Old Timers Garage w Katowicach-Piotrowicach już drugi rok z rzędu robi wyjątek i gra dla pełnej, choć niewielkiej sali. Gra szybko, w swoim stylu i tak, byśmy mieli wrażenie, że śpiewa, a nie wystukuje melodię.

TEKST : Bartłomiej Wnuk
ZDJĘCIA: Adrian Larisz

Z Adamem Makowiczem spotykamy się na kilka godzin przed koncertem w Old Timers Garage. Mimo zgiełku panującego w restauracji Bażantowo Sport, pianista cierpliwie odpowiada na wszystkie nasze pytania i wyraźnie rozpromienia się na widok starego, 40-letniego winylu z serii „Polish jazz”.

– Technika tak poszła do przodu, a nie wymyśliła jeszcze nośnika, który oddawałby ciepłe brzmienie muzyki płyt winylowych – mówi artysta, zapisując przy podpisie kilka nut. – Bo widzi pan, ja się nawet dźwiękiem podpisuję – mówi z uśmiechem.
Uśmiech najlepiej oddaje energię, którą emanuje jeden z najlepszych pianistów jazzowych na świecie, 73-latek, od 1978 roku nowojorczyk. Jest trochę taki, jak jego sztuka, w której od zawsze było więcej radości niż smutku.

„Od zawsze” oznacza mniej więcej rok 1951, kiedy w Wiśle, w wieku 9 lat Adam Makowicz zaczął naukę gry na fortepianie. – Rodzice zainwestowali w moją edukację muzyczną, mimo, że w domu się nie przelewało – wspomina.
Artysta pochodzi ze śląskiej rodziny, w której podchodzono z nabożnym szacunkiem do klasyki, podobnie jak do filharmonii. Więc gdy wybrał jazz, muzykę, która według propagandy przynależała ludziom marginesu, rodzice nie byli zachwyceni. Zdanie o wyborze syna zmienili ponoć dopiero, gdy zobaczyli jego koncert w filharmonii. Ale o tym nie rozmawiamy.

_DSC7041

Z galaktycznej Carnegie Hall do garażu w Piotrowicach, to dość nietypowa ścieżka. Lubi pan małe sale i bliskość publiczności? – pytam.
Rzeczywiście lubię familiną atmosferę koncertów w niewielkich salach, na które przychodzą tylko najbardziej zagorzali fani muzyki fortepianowej. W takich miejscach gram już jednak bardzo rzadko, prawie w ogóle. Niezależnie od miejsca, najbardziej cieszy mnie pełna sala, bo to oznacza, że moja muzyka zostawia w ludziach coś cennego, to znak, że się zrozumieliśmy.

Rozmawia pan grą?
Improwizacja jest jak opowiadanie historii, w której frazy zastępują słowa. Rytm i melodia to uniwersalne języki, które tak samo usłyszą i zrozumieją ludzie we wszystkich zakątkach świata, nie tylko w Polsce czy Ameryce. A skoro o Polsce mowa, to jestem tutaj co najmniej raz w roku, na dwa-trzy miesiące, choć w stanie wojennym liczyłem się z tym, że już nigdy nie wrócę lub będę się musiał zrzec obywatelstwa, aby zobaczyć matkę. Lubię tu wracać i za każdym razem widzę ogromny postęp, którego wy, będąc tutaj na miejscu nie dostrzegacie. Jedno się nie zmienia – narzekanie. Narzekają wszyscy, nawet ci, którzy narzekając, siedzą w bardzo luksusowym samochodzie. A tak nie można – negatywny stosunek do świata sprawia, że ludzie dużo chorują i bardzo szybko umierają.

Kiedyś narzekaliśmy, że nic nie ma, teraz narzekamy, że wszystkiego jest za dużo.
Ludzie za komuny mieli bezpieczną przystań. Nie bogatą, ale właśnie bezpieczną. Dzisiaj nikt nikomu nie gwarantuje nic do końca życia, cały czas trzeba udowadniać, że jest się dobrym. Ja, jako artysta jestem z tym oswojony, bo od początku wiedziałem, że jak zagram kilka nieudanych koncertów, to nie będę miał z czego żyć.

A więc kariera to szereg udanych koncertów?
Kariera to godziny spędzone na dojazdach – w samochodach, pociągach, samolotach i nieustanne ćwiczenia. Z zewnątrz wygląda to wspaniale – z Nowego Jorku przyjeżdża artysta, śpi w dobrym hotelu, występuje przed pełną salą. A prozie życia daleko jest do tego romantycznego wyobrażenia. Dlatego, to, co z kolei ja chcę czasem usłyszeć to przyroda. Wtedy jadę w stronę swoich gór, by posłuchać ptaków, szumu drzew i Wisły. I to jest moja kochana muzyka.

Parę godzin po naszej rozmowie, Adam Grządziel przysłał po swojego imiennika jeden z najokazalszych samochodów ze swojej kolekcji – czerwonego cadillaca. Niewykluczone, że za rok Mistrz znowu wystąpi w Piotrowicach w jedynym klubie podczas swojej europejskiej trasy koncertowej.

Adam Makowicz
pianista jazzowy (ur. 1940 r.). Współpracował m.in. z Herbiem Hancockiem, Bennym Goodmanem, Davem Hollandem, Alem Fosterem. Był wielokrotnym solistą orkiestr i zespołów kameralnych. Poza utworami jazzowymi ma w repertuarze także klasykę. Od 1978 r. mieszka na Manhattanie.